UKĄSZENI: STRACH I FASCYNACJA

in Conflicts 2018 · Dodon 2018 · Economics 2018 · Europe 2018 · EX-USSR · Germany 2018 · Nation 2018 · PL · Politics 2018 · Skepticism 2018 175 views / 5 comments
          
73% посетителей прочитало эту публикацию

GEOMETR.IT   new.org.pl

 

   * Wschód. Nie wiem, zaczął się chyba w Radomiu. To było coś, przed czym raczej uciekałem, co mnie przerażało, a co chciałem – i potrzebowałem – oswoić. 

Wschód mnie przerażał, bo żyłem w PRL, za kordonem żelaznej kurtyny, w krajach, które będąc po jednej stronie, tak podobne były do tych ze strony drugiej, a jednak funkcjonowały w innej rzeczywistości. Zupełnie innej. I wiedziałem też, że cała ta opowieść o komunizmie i kurtynie – nie wystarczy, by je opisać. Już przecież Gombrowicz, przed wojną jeszcze, pisał o swoim lęku, że Polska przynależy – mimo swojej rzymskości, łacinki, rzymskiego prawa i obrządku – do Wschodu, do czegoś, co się bynajmniej nie na centrum europejskiej cywilizacji rozciąga, a w drugim kierunku. Czegoś, co odciąga. Ale jednocześnie fascynację tym Wschodem czułem. I nie chodziło tutaj o jego orientalizowanie – choć uważam to histeryczne i kategorycznie odżegnywanie się od jakiejkolwiek formy „orientalizacji” za przesadę robiącą krzywdę wyobraźni. Chodziło o poznanie wypieranej strony siebie samego. I siebie samych.

Książki. Cóż: nie byłoby mnie bez Ukraińców. Andruchowycz, Prohaśko, gdzieś tam pojawiał się Żadan. Wynnyczuk. Czesi, oczywiście, choć ich wschodniość jest absolutnie przez nich wypierana, to jednak nie do końca są w stanie to zrobić. Rosjanie, oczywiście. Litwini. Polacy piszący o Wschodzie. Geopolitycy.

No i podroże. Wyobrażanie sobie. Czytanie relacji. Podrożowanie samo w sobie. Poznawanie świata płackart i kupiejnych, marszrutek i taksistow. Kwartir i gostinic. Cały ten radziecki i poradziecki świat, ktory nie był wcale mniej kolorowy i ciekawy od tego, ktory funkcjonował na Zachodzie. Zachod ma Hiszpanię i Włochy? Radziecja ma Gruzję i Krym! Zachod ma drzemiący antyk Rzymu? Wschod ma Armenię! Zachod ma Skandynawię? Wschod ma Karelię i Przybałcie! I tak dalej, i dalej, aż po Daleki Wschod.

Czasami myślę, że byłem jednak na Wschód skazany. Hanna Krall powiedziała mi kiedyś, że pochodzić z Łodzi, to jak otrzymać posag.

Trzydzieści lat temu, w styczniu 1988 roku, świętowałem osiemnastkę i szykowałem się powoli do matury i egzaminów na studia. Wiedziałem już, że chcę pisać – publikowałem od pewnego czasu w prasie – i marzyłem o karierze reportera. Wydaje mi się, że byłem otwarty na świat, ale gdyby ktoś mi wtedy powiedział, iż zajmę się Wschodem, nie wziąłbym tego na poważnie. Mimo wielu lat nauki ledwie dukałem po rosyjsku (w ogólniaku chodziłem do klasy z rozszerzonym angielskim), poza tym istniał jeszcze ZSRR, z którym nie chciałem mieć nic wspólnego.

Myśl, że mógłbym się TAM wybrać, zaświtała mi jednak już w grudniu, po trzęsieniu ziemi w Armenii. Pamiętam ten moment: jechałem pociągiem z Lublina do rodzinnej Łodzi. Czytając komuś przez ramię gazetę z relacją z tragedii, pomyślałem, że gdybym tam był, zająłbym się też na pewno konfliktem karabaskim, który zaczynał się powoli rozpalać (wiedziałem o nim z prasy, starałem się być na bieżąco). Odwiedziłbym nie tylko Spitak i Erywań, ale również Baku oraz Tbilisi.

Pucz Janajewa (19 – 21 sierpnia 1991 roku) uświadomił mi, że nie ma co czekać. W kilka dni załatwiłem pieniądze i delegację do Moskwy (jeszcze studiowałem, ale równocześnie byłem już zawodowym dziennikarzem: po zmianie ustrojowej media postawiły na dwudziestolatków i jak się bardzo chciało, przechodziły nie takie numery). Chciałem opisać koncert, jaki z okazji zwycięstwa nad puczystami miał się odbyć na placu Czerwonym – zderzenie rocka z mauzoleum Lenina, młodzieży z weteranami, zachodniej kultury masowej z komunizmem. Do koncertu ostatecznie nie doszło, ale i tak pojechałem. Właściwym tematem był przecież nie koncert, ale rozpad radzieckiego kolosa.

Jako student historii sporo czytałem o upadkach imperiów i rozum podpowiadał mi, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, zmieni tę część świata gruntownie i na długo; że mam rzadką okazję obserwować na własne oczy tworzącą się historię; że grzech nie skorzystać. Po latach opisałem ten pierwszy wyjazd w Abchazji: „Wtedy, we wrześniu 1991 roku, słabo znałem rosyjski. Uczyłem się na bieżąco, notowałem napisy ze sklepowych szyldów i tablic z ogłoszeniami, powtarzałem zwroty, których używali moi rozmówcy. Wieczorami czytałem ze słownikiem ulotki i broszury znoszone z różnych manifestacji. Legitymacja dziennikarska otwierała wszystkie drzwi, można było zajść do ministerstwa czy instytutu badawczego, wprosić się bez zapowiedzi na komisariat milicji albo zaczepić deputowanego – i nikt się nie dziwił.

W państwie jeszcze wczoraj zamkniętym, odgrodzonym od świata zasiekami i drutem kolczastym, strzeżonym przez KGB, GRU i tuzin innych służb to było jak bajka. (…) A z każdym dniem podobało mi się w Rosji coraz bardziej”. W grudniu pojechałem do Moskwy po raz drugi, a w marcu – po raz trzeci.

Jak widać, do rozumu bardzo szybko dołączyło serce. Ostatecznie straciłem je dla Kaukazu. Zacząłem tam jeździć w 1993 roku – i jeżdżę do dziś. W Abchazji próbowałem tę miłość zracjonalizować: „Kaukaz wciąga, bo na małej powierzchni jest dużo wszystkiego. To dziesiątki narodów, języków, kultur i kultów (obok judaizmu,chrześcijaństwa w kilku obrządkach, islamu sunnickiego i szyickiego oraz buddyzmu,który wyznają Kałmucy). Można zgłębiać ten mikrokosmos latami – i życia nie starczy, żeby poznać go do końca”. Czasami myślę, że byłem jednak na Wschód skazany. W moim mieście, które wyszło z wojny bez szwanku, na kilku kamienicach do dziś zachowały się rosyjskie napisy z czasów carskich. Wiedziałem o nich od zawsze (nie tak dawno pokazywałem je ukraińskiemu historykowi Andrijowi Portnowowi, szukającemu historycznych paraleli pomiędzy Łodzią a swoim Dnieprze, dawnym Dniepropietrowsku). W części prawosławnej Starego Cmentarza mój wzrok od dziecka przyciągały nagrobki we wschodnich alfabetach. Moja babcia (rocznik 1902) używała cudownych rusycyzmów,które doceniłem dopiero po latach, na przykład tornister nazywała uparcierańcem. Hanna Krall powiedziała mi kiedyś, że pochodzić z Łodzi, to otrzymać pewien posag. Miała rację, po stokroć miała rację.

Publikacja nie jest redakcyjna. Odzwiercie dla towyłącznie punkt widzenia i argumentację autora. Publikacja zostałaza prezentowana w prezentacji. Zacznij od poprzedniego wydania. Oryginał jest dostępny pod adresem: new.org.pl

 

* * *

GEOMETR.IT 

Trump. Ветренный мозжечок 17.04.2018

Зачем нацизм превращают в банальность? 17.04.2018

Trump. И даже в области тарифа он впереди планеты всей 17.04.2018

Мачизм и Белый Человек Испуганный  17.04.2018

Pan Soros znają się od wielu lat  17.04.2018

„Musterschüler“ für die NATO  17.04.2018

Is the better politics yet to come?  17.04.2018

The Balkans in a split with the EU 17.04.2018

Die Erschütterungen der Eu¬rokrise  17.04.2018

 GEOMETR.IT

5 Comments

  1. No proszę! To naprawdę interesujące tematy i to naprawdę niesamowite, co można osiągnąć dzięki technice. Weźmy Google Translate – niebywałe! Kiedy studiowałam 20 lat temu, to było nie do pomyślenia, żeby program komputerowy robił to, co Google Translate robi teraz. Co prawda, to nie jest nawet namiastka sztucznej inteligencji, bo tłumaczenia dokonywane są na bazie pewnych schematów, statystyki – program nie stara się zrozumieć, co tak naprawdę zdanie oznacza, a my właśnie nad takimi inteligentnymi systemami pracowaliśmy.

  2. Jest mnóstwo osób z wysokimi umiejętnościami technicznymi, ale znacznie mniej, którzy potrafią
    dobrze komunikować się z innymi ludźmi, którzy potrafią nimi zarządzać, inspirować i wyciągać to,
    co jest w nich najlepsze. Czyli bycie managerem, umiejętność słuchania i komunikowania
    są kluczowe. I na końcu – po prostu bycie otwartym.”

  3. Nocą są gorsze od ciem. Chyba nie ma większych głupoli. Rzucają się do świateł, ginąc pod kołami ogromnych ciężarówek. Ogromne pociągi drogowe uzbrojone w zestawy rur zwanych „kangurami” rozbijają nocą stada tych zwierząt, sypiających nocą na asfalcie, jak spycharka zimą śnieg na drogach Norwegii. Temperatury w cieniu pustyni dniem to 45-50°C, a nocą spadają o 30-35° do 20°C. Niby nic, lecz 30° różnicy to zima.

  4. A to jest obrazek prymicyjny upamiętniający Mszę, jaką odprawiliśmy nad Nettą, w której utonął Konrad. Wymyśliliśmy napis z Listu do Rzymian: “Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie”. A pod naszymi podpisami wydrukowana jest adnotacja: “Nad rzeką Nettą w 10. rocznicę śmierci Konrada”. Tak więc sztuka, poprzez zainteresowania mojego przyjaciela, miała udział w moim powołaniu.

  5. Dlatego pozostałem na uczelni, a raczej powróciłem na nią, tyle że już jako asystent, a następnie adiunkt. A później cały czas próbowałem jakoś łączyć sztukę i kapłaństwo.

Добавить комментарий

Your email address will not be published.